Pytanie o
inspiracje,zawsze rodziło we mnie pewien niepokój i z ust
wyskakiwały nieokrzesane,ponadrywane wyrazy,które nie były
skore do ułożenia się w logiczną całość. Teraz uderzyło mnie
jak banalnie prosta jest odpowiedź! Wszak nie musi być ona ani
odrobinę logiczna...
Z każdą wiosną przybywa mi ciążących
na ramionach przemyśleń (jednak dźwiganie takiego bagażu jest
rzeczą niesłychanie przyjemną),a wraz z nimi dokonań i ciągle
nie mogę się nadziwić niewyczerpalności własnej inwencji (efekty
jej działania są różne - raz gorsze,raz lepsze,ale jednak -
wciąż są). Wiele razy próbowałam wkraść się w
zabarykadowane komnaty mojego mózgu,które odpowiadają
za czerpanie inspiracji,ale zawsze cofałam się na sekundę przed
odsłonięciem legendarnego sezamu. Coś mi podpowiadało,że jeżeli
go otworzę,wysypie się z niego cała zawartość. A w inspiracjach
chodzi przede wszystkim o to,żeby je gromadzić.
Odkąd pamiętam ciągle
po czymś bazgrzę,coś rozrywam,pstrykam,notuję,układam,przeklejam.
Nietuzinkowość tych zjawisk tkwi w tym jednym momencie,w którym
uświadamiam sobie,że 'mam pomysł!',że 'muszę to zrobić!',że
'to będzie istny kosmos!'. Jak to się dzieje,że ten moment w ogóle
nadchodzi?
Otóż moje docelowe inspiracje mają swoje
własne imiona:
Inspiracja numer jeden -
Kamila
Kamila to Żywioł! Nieujarzmiona energia,bezdenne
źródło pomysłów,potwór spontaniczności! W
dodatku zaradna pani domu i ambitna pracoholiczka!
Trzynaście
lat 'docierania się',pewność,że zawsze stanie po mojej stronie i
wspólne spacery,podczas których tworzymy nowe nurty
filozoficzne i rozprawiamy nad właściwościami Wszechświata.
To
Inspiracja,która mobilizuje,dodaje pewności i kolorytu mojemu
małemu,niezrównoważonemu jestestwu.
Inspiracja numer
dwa - Jakub
Jakub to chodząca Emocja.
Człowiek,którego najlepiej opisuje epitet "jakubowość".
Jest zdecydowanie gatunkiem na wyginięciu. Jedyny mężczyzna na tym
świecie,który docenia naleśniki wyciągnięte ni stąd ni
zowąd,podczas jesiennego spaceru,z kobiecej torebki. Jakub składa
się z zachwytów nad zdobyczami kultury,zapachów,które
kolekcjonują jego czujne nozdrza i z fascynacji kobiecą naturą.
Wlewa we mnie inspirację za pomocą jednego telefonu,a w razie
potrzeby prześle list z kasztanem i książką 'do przeczytania
natychmiast'!
To Inspiracja,bez której nie potrafię już
sobie wyobrazić,kim byłabym,gdybym nigdy jej nie poznała.
Inspiracja numer trzy - Anastazja
Anastazja to roztargnione
i skondensowane w ludzkim ciele kociątko. Jest urocza,uparta i
mruczy po zjedzeniu sławetnego szczecińskiego pączka z
Wyszyńskiego. Ma w sobie niezliczone pokłady niezależności i
potrzeby przytulania.
Inspiruje rozsądnie,ale bez umiaru.
Krytykuje,ale konstruktywnie. No i przede wszystkim rozsyła
słońce,bez względu na to,w której części kraju znajduje
się w danej chwili.
To nie koniec moich inspiracji! Niestety ogranicza mnie słowo - zatem niech reszta pozostanie zachętą i bezcenną zawartością całkiem szczelnego sezamu...
skomentuj (1)